Proces Jezusa – gdzie jest moje życie?

Ogłoszenia duszpasterskie 5.04.2020 / Intencje Mszalne 6-12.04.2020
4 kwietnia 2020
Wielki Tydzień
5 kwietnia 2020
Ogłoszenia duszpasterskie 5.04.2020 / Intencje Mszalne 6-12.04.2020
4 kwietnia 2020
Wielki Tydzień
5 kwietnia 2020

kl. Tomasz Jaskuła

PROCES JEZUSA – GDZIE JEST MOJE ŻYCIE?

Drodzy,

choć cała Męka Pańska skoncentrowana jest na Jezusie, to skomponowana jest z szeregu wydarzeń, w których głównymi bohaterami są inne osoby, których postawy są niejako „wobec” Jezusa. Byliśmy już w Wieczerniku, rozważając o Eucharystii – wszystko kręci się wokół uczniów, apostołów, choć ton akcji nadaje Jezus. Modliliśmy się też w Ogrodzie Oliwnym. Choć to Jezusa widzimy tam najwyraźniej, to wszystko kręci się wokół Ojca – Jego woli, zamysłu, chęci. Droga Krzyżowa to Matka, Weronika, niewiasty, Szymon. Śmierć – to Matka pod krzyżem, umiłowany uczeń, setnik, dwóch łotrów, Józef z Arymatei. W tych postaciach próbujemy zobaczyć siebie. Jeżeli od dobrej się różnimy albo jesteśmy podobni do złej, staramy się, patrząc na tę postać, dociec przyczyn i na tej podstawie dokonać rewizji życia i dojść do postanowień. Męka jest wydarzeniem tak bogatym, że ogniskuje w sobie całość ludzkiego życia, wszystkie możliwe postawy. Nawet jeśli nie jestem Piłatem, mam jego dylematy, bo Męka jest całościowa.

Ale dość wstępu. Powiedzieliśmy: proces. Judea w czasach Pana Jezusa była pod okupacją rzymską – ta uwaga metodyczna jest konieczna dla zrozumienia, dlaczego procesy tak naprawdę są dwa. Izrael był w zasadzie państwem wyznaniowym. Kluczowa jest władza religijna, a władza królewska, która przez jakiś czas funkcjonowała w Izraelu, opiera się na Bożej legitymizacji. Król jest Bożym pomazańcem. Ale ponieważ w czasach Jezusa Judea jest pod okupacją, żeby pozostać w zgodzie z prawem świeckim, trzeba było wyrok według prawa religijnego potwierdzić na gruncie prawa rzymskiego. Dlatego z jednej strony mamy Annasza, Kajfasza, arcykapłanów, a z drugiej – Piłata, którzy tak naprawdę sądzą to samo, ale muszą przeprowadzić dwa dochodzenia.

Dla czytelności odwrócimy kolejność i przyjrzymy się najpierw Piłatowi, który sądzi później – bo jest mniejszym grzesznikiem. Problem Piłata polega na tym, że on robi wszystko, żeby nie opowiedzieć się w sprawie Jezusa. Tak naprawdę wszystkie spotkania Piłata z osobami, które biorą udział w procesie, sprowadzają się do tego, żeby zrzucić z siebie odpowiedzialność, żeby kto inny poniósł ciężar wydania wyroku. I tak: chce zrzucić odpowiedzialność na Jezusa. Tak prowadzi dialog, żeby Jezus się bronił, tak nakierowuje pytania, żeby Jezus spróbował dać Piłatowi argumentację, żeby Go nie skazać. Dalej: Piłat odsyła Jezusa do Heroda. Po co? Po to, żeby inny władca świecki podjął decyzję za niego. Piłat próbuje również przerzucić odpowiedzialność na lud, korzystając ze zwyczaju i podsuwając im Barabasza. Barabasz miał być ofiarą, która ze względu na swoje przewinienia i tak prawdopodobnie w wyniku sądu zostałaby skazana na śmierć, a Jezus w ten sposób byłby ocalony – ale to nie Piłat, a lud wypowiedziałby się na ten temat. Wreszcie: kapłani, na bazie procesu których Piłat próbuje nie podjąć decyzji, tzn. kapłani, którzy tak naprawdę powinni zajmować się czymś innym (ale o tym za chwileczkę), podsuwają gotowy wyrok Piłatowi i on w pewnym momencie tak kieruje swoimi działaniami, że oddaje im władzę. Wprost pyta: „czy ja jestem Żydem?”, za relację św. Jana. Problem polega na tym, że w naturze powołania Piłata było podejmować takie decyzje, a Piłat za wszelką cenę próbuje się nie opowiedzieć.

Skąd to wiemy? Piłat zadaje pytanie: „cóż to jest prawda?”. Tak, jakby prawdy nie było, tak, jakby prawdę można było zrelatywizować, ustalić, dziś stwierdzić, że jest taka, a jutro – że zupełnie inna. Jakby prawda nie istniała, jakby nie istniała podstawa, żeby podjąć decyzję, za którą wezmę odpowiedzialność.

Dalej. Piłat otrzymuje w czasie procesu ostrzeżenie od żony. Żona relacjonuje, że we śnie wiele nacierpiała się od tego sprawiedliwego, czyli od Jezusa, co sugeruje, że Jezus jest bez winy. Piłat wie zatem, że Jezus jest niewinny. Ostatnim aktem upadku przegrywania Piłata jest umywanie rąk. W ten sposób odsuwa od siebie odpowiedzialność za decyzję, którą podjął, nie podejmując jej. Co gorsza, Piłat ostatecznie uznaje swoją porażkę. Kiedy Jezus zostaje ukrzyżowany, napis na krzyżu brzmi: „Jezus Nazarejczyk Król Żydowski”. To oznacza, że zarzut, który spowodował, że Jezus został wydany na śmierć, Piłat uznaje za prawdę – bo przecież sprzeciwia się, żeby dodać, że przyczyną skazania jest Jezusowe uznanie się za króla. To znaczy: Piłat wprost podejmuje decyzję przeciwko prawdzie, którą sam uznaje. Nie przeciwko prawdzie, z którą nie chcą zgodzić się arcykapłani, uczeni w Piśmie, lud przez nich namówiony, ale podejmuje decyzje wbrew sobie. Piłat przegrywa, bo ucieka od decyzji, bo nie ma odwagi na podjęcie decyzji. Piłat ucieka od swojego powołania, a to w konsekwencji powoduje, że ucieka od życia i dlatego nie jest sobą.

Pierwsza chronologicznie część procesu to ten, który przeprowadzają arcykapłani. Oni są większymi grzesznikami. Oczywiście – moglibyśmy oddzielić postępowania Annasza, Kajfasza, starszych, ale tak naprawdę to bohater zbiorowy. Reprezentują pewną postawę czy grupę postaw. Pierwszy problem z Annaszem, Kajfaszem i przyjaciółmi polega na tym, że przekraczają oni uprawnienia. Przeprowadzają proces, a kapłan został ustanowiony po to, żeby składać ofiarę, nie po to, żeby sądzić. Ujawnia się to w wielu miejscach. Przykładowo, kiedy argumentują Piłatowi, za co powinien skazał Jezusa, podają zarzut, który ich kompletnie nie obchodzi – że Jezus podważa władzę Cezara. Doskonale wiedzą, że upadek panowania Cezara nad Izraelem jest w ich interesie. Ale doraźny interes powoduje, że kłamią, że powodzenie Cezara ich obchodzi. Wchodzą w rolę Piłata i podają mu gotowy wyrok. To nie ich rola, to Piłat powinien to zrobić. Przyczyniają się do upadku Piłata przez to, że przykrywają konsekwencje nie decyzyjności Piłata i decyzja, która musi zostać podjęta, rzeczywiście następuje. Jednocześnie są niesamowicie zaślepieni. W pewnym momencie podają wprost, że chcą zabić Jezusa, a zarazem bardzo uważają na pewne zewnętrzne przepisy religijne. Nie wchodzą do pretorium, bo ze względu na to, że namiestnik był reprezentantem Cezara, a ten był czczony jak bóg w Rzymie, zaciągnęliby nieczystość rytualną. Wydają wyrok, choć przeprowadzili proces w nocy. Czekają na świt ze względu na przepis, który mówi, że tylko wtedy wolno im to wykonać. Co więcej, gdy przychodzi do nich Judasz, który orientuje się, że wydał niewinnego Jezusa i oddaje im srebrniki, rozważają, co wolno im za te srebrniki kupić, czy wrzucić je do skarbony świątynnej czy nie, jakby nie miało znaczenia, że te pieniądze posłużyły do zabicia człowieka.

Na czym polega więc upadek kapłanów? Kapłani upadają, bo przekraczają to, co należy do ich powołania. Piłat robi za mało, kapłani robią za dużo. A przez to nie robią tego, co do nich należało.

Jak może uratować się Piłat i gdzie tkwi jego problem? Źródła historyczne wskazują, że jako namiestnik nie sprawdził się, ale mimo tego miał wszystko. Prowadził bezpieczne, wygodne życie.

W piątym rozdziale u św. Marka Jezus uzdrawia opętanego przez złego ducha, a on wstępuje w świnie i cała trzoda wbiega do jeziora. Po tym wydarzeniu mieszkańcy krainy proszą Jezusa, żeby odszedł. Jakby nie akceptowali, że uzdrowienie człowieka może mieć taką cenę. Nie są gotowi na to, by poświęcić coś dla tego człowieka. Świnie mają swoje znaczenie. Skoro hodowano je w tym kraju, a były to zwierzęta nieczyste, to nie byli Żydami lub mieli w pogardzie Prawo. Bóg nieszczególnie ich interesował, nie interesowała więc ich też wewnętrzna wolność. Żyją w grzechu. Człowiek mocno uwikłany w grzech często nie jest gotowy na to, żeby coś w życiu zmienić. Przyzwyczaił się do swojego życia tak bardzo, że nie jest gotów podjąć decyzji o tym, żeby się z tego grzechu wyplątać. Nie jest w stanie poświęcić wiele, żeby podjąć walkę o swoją wolność.

Należy wiec zapytać: czy nie przyzwyczaiłem się za bardzo do mojego grzechu? Czy nie jestem jak chromy z piątego rozdziału Ewangelii Janowej, który przez 38 lat siedzi u stóp źródła, które ma go uzdrowić, ale nie ma go kto wprowadzić? Czy nie wolę swojego kalectwa, jak chromy – bo gdy Jezus przychodzi do niego, by pomóc, ten wcale nie jest skoncentrowany na pojawiającej się szansie. Czy nie wolę niewoli, do której się przyzwyczaiłem, od wolności, która może zacząć ode mnie wymagać, z którą moje życie przewróci się do góry nogami, w której nabierze ono nowego wymiaru, ale wymaga ode mnie zmiany i odejścia od tego, co wprawdzie mnie plącze, ale ja już do tego się przyzwyczaiłem.

Kapłani – tu przykład z życia. Jest w Tatrach szlak o groźnej i ambitnie brzmiącej nazwie – Orla Perć. Orzeł lata wysoko, a ten szlak jest najtrudniejszym ze znakowanych i dostępnych dla zwykłego turysty – tak po polskiej, jak po słowackiej stronie. Bezpieczny dopóty, dopóki idzie się według znaków. Mniej więcej w dwóch trzecich drogi przechodzi się przez trzy szczyty – Granaty. Wtedy człowiek jest już zmęczony i może uleć pokusie odejścia z wyznaczonej drogi. Zachęca do tego łagodny, trawiasty fragment po lewej stronie szlaku, z którego świetnie widać cel podróży. Po kilku minutach idziemy po żwirze. Po kolejnych zaczyna się osuwać, pojawiają się pierwsze upadki, otarcia. Potem spadamy na półki skalne, na tyle wysokie, żeby już nie móc zawrócić. Ostatnia z półek jest o 100 metrów nad dnem doliny, i cóż z tego, że pięknie wygląda stamtąd Czarny Staw Gąsienicowy.

Kapłani są na ostatniej półce skalnej przed przepaścią. Zaszli tak daleko, że nie mogą już sami wrócić, że tylko ktoś inny – ze sprzętem wspinaczkowym – może im przyjść na ratunek. Ale mamy w Piśmie Świętym przypadek, kiedy sam Jezus przyszedł takiemu człowiekowi na ratunek. To św. Paweł i jego droga do Damaszku. Jezus zadziałał cudem, wbrew naturze, i dzięki temu uratował człowieka. A jednocześnie dał nadzieję wszystkim, którzy walczą o takich ludzi.

Kiedy jestem jak kapłan, warto zapytać, czy mam w sobie odwagę, pokorę i roztropność Nikodema, znów u Jana, tylko trzeci rozdział. To człowiek, który przyszedł do Jezusa nocą. Który pomimo że należał do tego samego środowiska, co Annasz i Kajfasz, pochylił się i zapytał Jezusa, na czym polega Jego nauczanie. Drugiego takiego przypadku w Ewangeliach nie mamy, mamy jeszcze w Dziejach Apostolskich Gamaliela, który – można powiedzieć – pomimo bycia przedstawicielem tej samej grupy prezentuje postawę otwartą. Czy mam w sobie dość odwagi, żeby przyznać się, choćby przed sobą, że mogę nie mieć racji?

Jak walczy o nich Jezus? To ważne spostrzeżenie, gdyby zdarzyło nam się nie być ani Piłatem, ani kapłani, ale być w relacji do osób, które takie są. Jeśli chodzi o Piłata, Jezus próbuje kierować w procesie uwagę Piłata na to, co on sam twierdzi, co on sam myśli, co do niego należy. A kiedy wskazuje, że Królestwo Jego nie jest z tego świata, bo gdyby było, to uczniowie biliby się o to, żeby nie został wydany, wskazuje, że Jemu chodzi o coś więcej, ze nie zatrzymuje się na tym procesie. Chce, żeby to sam Piłat przejrzał. Próbuje naprowadzić go na to, żeby on sam podjął decyzję, autonomicznie.

Bardzo ciekawe jest, jak Jezus walczy o kapłanów. Problem jest taki, że walczył o nich trzy lata przez całą publiczną działalność. Prowadził liczne spory, opowiadał przypowieści, naprowadzał, czynił cuda. Ich to nie przekonało. Teraz w czasie Męki ma świadomość, że ten czas się zakończył, że kapłanów nie przekona. To wielki szacunek dla ich wolności – uznać, że człowiek nie chce Ewangelii. Może co najwyżej uświadomić im, co tak naprawdę czynią. Daje im pełną argumentację i prostą ścieżkę do spełnienia celu, całkowitą świadomość postępowania, bo cały czas jest w Nim nadzieja, że skoro nie dotarło do nich nauczanie, to może dotrze do nich refleksja o własnym działaniu.

Podsumowując więc, czego uczy nas Piłat? Piłat uczy nas, że nasze powołanie polega przede wszystkim na tym, żeby robić swoje. Że nasze życie polega na tym i wtedy jest pełne, kiedy nie uciekamy od tego, co należy do naszego powołania. Kiedy żyjemy swoim życiem dlatego, że jest nasze. Czego uczą nas arcykapłani? Żebyśmy nie żyli czyimś życiem, bo – po pierwsze – sprzeniewierzamy się wtedy zazwyczaj własnemu powołaniu i – po drugie – odbieramy drugiemu człowiekowi możliwość prowadzenia własnego życia. I do czego wzywa nas Jezus? Do tego, żebyśmy czynili to, do czego wzywa mnie Bóg przez życie, przez słowo, przez wydarzenia, którymi mnie dotyka. Dokładnie to, tylko to. Nic więcej. I nic mniej.

 

Co dalej?

POSTANOWIENIA

Przyzwyczailiśmy się podejmować postanowienia na początek Wielkiego Postu. Co i jak postanowiłem?

Aby postanowienia były realne, powinny być mierzalne i konkretne. Postanowienia „będę więcej się modlił”, „będę miły dla kolegów i koleżanek w pracy” są z góry skazane na niepowodzenie. Możemy się starać, ale pokusa usprawiedliwiania się będzie duża. Lepiej postanowić, że w każdy wtorek pomodlę się koronką do Miłosierdzia Bożego za rodziców, a w pracy będę mówił o negatywnych rzeczach dotyczących innych tylko wprost, bez świadków, kiedy trzeba zwrócić uwagę.

Postanowienia wielkopostne mogą być tylko na ten czas (np. jałmużna) albo z zamiarem kontynuacji (np. codzienna lektura Ewangelii przewidzianej na Mszę tego dnia).

Przyjrzyj się tegorocznym postanowieniom, zweryfikuj, na ile jesteś im wierny, i skoryguj, jeśli trzeba.

 

 

 

 

Udostępnij: